Londyn, Anglia

– Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...
– Ale Londyn – miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!
– No mówię pani właśnie.
– To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...
     ~ "Miś"



Trzeba przyznać, że przez większość pobytu w Anglii pogoda była wyśmienita. Cały czas było słońce i temperatura w okolicach +25oC. Tak było do czasu naszego wyjazdu do Londynu... Bo akurat w ten dzień lało okropnie...


Z Canterbury wystarczy godzina, by jednym pociągiem dojechać bezpośrednio do Londynu (cena biletu: £20). Prosto z dworca udaliśmy się pod Tower Bridge. Tego dnia miał się odbyć mecz pomiędzy Chelsea Londyn a Arsenalem Londyn. Podczas naszej wizyty przy słynnym moście usłyszeliśmy śpiewy, które z każdą chwilą były coraz głośniejsze. Jak się okazało, to kibice Arsenalu płynęli po Tamizie statkiem, zmierzając do dzielnicy Chelsea.








 
Następnym punktem naszej dwuosobowej wycieczki były okolice stacji metra Waterloo, wokół której skupiają się chyba najpopularniejsze wśród turystów atrakcje:  London Eye, Big Ben, Parlament, Westminster Abbey.






















 
Niewątpliwą zaletą Anglii są darmowe muzea. Skorzystaliśmy z tego, zwiedzając National Gallery. Można tam obejrzeć obrazy takich wielkich malarzy jak Leonardo da Vinci, Vincent van Gogh, Rafael Santi, Diego Velazques, El Greco, Caravaggio, Hans Holbein, Jan Vermeer van Delft. Oczywiście w środku nie wolno robić zdjęć, dlatego trzeba się zawodolić zdjęciami gmachu muzeum oraz fontanną przed budynkiem.




 
W strugach nieustającego deszczu udaliśmy się metrem pod słynny stadion Wembley. Akurat był tam rozgrywany mecz rugby.






Jadąc do Londynu mieliśmy ideę, by pójść wieczorem "w miasto" i w niedzielę jeszcze trochę pozwiedzać. Jednak nasze plany zostały trochę zweryfikowane. Nie byliśmy przygotowani na to, że w sobotę w nocy Londyn śpi. I to dosłownie. W całym centrum nie znaleźliśmy ani jednego klubu, który byłby czynny. Wszystkie zamykały się po północy. Po całym dniu spacerowania w deszczu byliśmy przemęczeni, przemoczeni i zmarznięci. Dlatego w niedzielę rano zrezygnowaliśmy ze zwiedzania i postanowiliśmy wrócić do Chartham. A zobaczenie Pałacu Buckingham, Hyde Parku, Muzeum Madame Tussauds, Wimbledonu i pozostałych londyńskich atrakcji pozostało odłożone na inny termin. I obyśmy wówczas mieli więcej szczęścia co do pogody...
 





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja strona:
Twoja wiadomość: