Manchester United - Valencia

Na Old Trafford
 



   Wycieczka na stadion Manchesteru United rozpoczęła się od zapaleńczej pasji Mateusza. Pojechaliśmy więc wszyscy obejrzeć to boisko. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że muzeum klubu możemy zwiedzić za darmo. Z chęcią zobaczyliśmy wszystkie zdobyte przez MU puchary i trofea, koszulki zawodników z ich autografami, replikę gabinetu sir Alexa Fergusona i inne ciekawostki.





 
 
     Kilka dni później wróciliśmy na stadion, by kupi bilety na mecz. Ze względu na ograniczone zasoby finansowe oraz skomplikowane procedury dotyczące biletów na mecze ligowe (a przynajmniej tak mówił Mateusz), zadowoliliśmy się kosztującymi £20 wejściówkami na mecz towarzyski pomiędzy Manchesterem United a hiszpańską drużyną FC Valencia.

 
 
      Po dwóch tygodniach oczekiwania, nadszedł wreszcie dzień meczu. Niestety, Justynie nie dali wolnego w pracy i na stadion pojechaliśmy tylko we troje. Gdy tylko wysiedliśmy z autobusu, zgarnęła nas fala podążających na mecz kibiców. Bez większych problemów znaleźliśmy właściwe wejście i sektor. Słysząc opinie o agresywnych fanach angielskiej piłki, zaskoczył mnie brak jakiejkolwiek kontroli ze strony służb sprawdzających bilety. Na swoich miejscach znaleźliśmy się 15 minut przed pierwszym gwizdkiem. Muszę przyznać, że stadion z taką ilością kibiców robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie zrobiła reakcja widowni na widok wbiegających na boisko piłkarzy (z Wayne' m Rooney' em na czele) ich ukochanej drużyny. Przez pierwszych kilkanaście minut spotkania byłam pod wielkim wrażeniem atmosfery panującej na trybunach. Dodatkowym atutem były nasze miejsca, które znajdowały się dosłownie 7-8 metrów od boiska. Dużym przeżyciem było zobaczenie z tak bliska twarzy gwiazd, które do tej pory oglądało się tylko w telewizji.         Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, natomiast w drugiej części padły 3 gole - jeden dla FC Valencii i dwa dla Manchesteru United. Druga bramka strzelona przez zawodników MU miała miejsce w ostatniej doliczonej minucie meczu. Spowodowała ona bardzo żywiołową reakcję kibiców i była bardzo pozytywnym akcentem kończącym spotkanie. Mnie natomiast zasmucił jedynie fakt, że na murawie ani przez chwilkę nie pojawił się Robin van Persie, którego miałam nadzieję zobaczyć.
 
 
 
 



     
Niemiła niespodzianka spotkała nas po opuszczeniu stadionu. Bardzo zawiodła nas komunikacja miejska Manchesteru, ponieważ na autobus powrotny do domu czekaliśmy ponad godzinę. Mimo, iż nas (i stojących razem z nami na przystanku ludzi) mijały autobusy, to kierowcy nie raczyli się zatrzymać. Oczekiwanie na transport odbyło się oczywiście, jak na Anglię przystało, w niemal bez przerwy padającym deszczu. Na efekty nie trzeba było długo czekać: ja obudziłam się z bólem gardła, Mateusz leży z katarem i kaszlem. Ale było warto.





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja strona:
Twoja wiadomość: