Polska - Irlandia

11 października 2015 roku Polska reprezentacja w piłce nożnej rozgrywała swój ostatni mecz w grupie eliminacyjnej o awans do Mistrzostw Europy 2016  we Francji. Aby awansować musieliśmy pokonać Irlandię bądź zremisować nie tracąc więcej niż jednego gola. Walka toczyła się więc o wysoką stawkę. Nieco ponad miesiąc przed meczem w ostatniej chwili udało mi się kupić 3 bilety, dla mnie, brata oraz naszego taty, którego chcieliśmy zabrać na stadion narodowy. W dzień meczu, w Warszawie wyczuć można było wielkie nadzieje. Cały rok nasza reprezentacja ciężko walczyła aby znaleźć się we Francji. Szkoda byłoby zaprzepaścić taką okazję przez jeden mecz. Dlatego z Irlandią nie mozna było się bawić w zadne kalkulację, trzeba było po prostu zwycięzyć.








Przez pierwszy kwadrans na boisku nie działo się nic szczególnego. w 16 minucie rzut rozny wywalczył Kamil Glik. Po dośrodkowaniu piłka po zamieszaniu w polu karnym wytoczyła się przed pole karne. Dopadł do niej Grzegorz Krychowiak który kąśliwym strzałem w prawy dolny róg bramki pokonał bramkarza gości. Euforia na narodowym nie trwała zbyt długo. Pół minuty po golu dla polski Turecki sędzia Cakir podyktował rzut karny dla druzyny Irlandzkiej, którego na bramkę zamienił Jon Walters. Zrobiło się 1-1, taki wynik dawał awans na euro biało-czerwonym ale jezeli Irlandia strzeliłaby na 2-1, to wtedy nasza druzyna potrzebawałaby juz dwóch goli do awansu. Musieliśmy więc bardzo uwaznie grać w obronie by ustrzec się błędów. W 42 minucie jednak to Polska wyszła na prowadzenie po fenomenalnej bramce Roberta Lewandowskiego głową z 10 metrów. Stadion skandował z radości nazwisko bohatera ostatniej bramki. W drugiej połowie nie padła juz zadna bramka, ale do ostatniej minuty drzeliśmy o wynik spotkania. Po ostatnim gwizdku sędziego 58 tysięcy ludzi obecnych na stadionie oszalało ze szczęścia, konfetti wystrzeliwało na wszyskie strony a na telebimach widniało jakze szczęśliwe dla Nas hasło "JEDZIEMY DO FRANCJI" 





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja strona:
Twoja wiadomość: