Kraków

Kto chce poznać duszę Polski – niech jej szuka w Krakowie,
zaklętą w kamienie i obrazy, w melancholię grobów i w dumie garści wybrańców ducha.

~Wilhelm Feldman

Kraków. Dla mieszkańców to przeważnie smog. Dla turystów magiczny klimat. Dla mnie Kraków jest miejscem, do którego zawsze chętnie wracam z sentymentem. Studiowałam tam przez rok i był to naprawdę fajny rok życia. Jednodniowa wycieczka, którą opowiadam dziś, miała miejsce w pewien bardzo mroźny (ale bardzo słoneczny) styczniowy dzień. Zacznijmy więc od poranka...

Tego dnia Kraków obchodziłam z Martą. Całodniowy spacer rozpoczęłyśmy od Kazimierza, a konkretnie od znajdujących się tam synagog oraz żydowskiego cmentarza. Ale... no niestety, trzeba przyznać, że pojechałyśmy nieprzygotowane, bo chciałyśmy oglądać żydowskie świątynie w sobotę... Tak więc wszystkie trzy synagogi zobaczyłyśmy jedynie z zewnątrz, a cmentarz – zza zamkniętej bramy. Oto i one.

SYNAGOGA STARA

Synagoga Stara na krakowskim Kazimierzu jest jednym z najstarszych i najcenniejszych świątyń żydowskich w archotekturze europejskiej. Liczy sobie już ponad 500 lat. Rok rozpoczęcia budowy nie jest co prawda jednoznacznie określony, ale historycy obstawiają rok 1407 lub 1492. Jednak tak czy inaczej "wiek" synagogi robi wrażenie. Do rozpoczęcia II wojny światowej Synagoga Stara była główną świątynią krakowskich Żydów. Niestety, po najeździe Niemców na Polskę, została doszczętnie zniszczona. W latach powojennych w świątyni przeprowadzono remont generalny, który pozwolił na ponowne otwarcie jej dla wiernych. Obecnie w Synagodze Starej jest muzeum, w którym znajdują się najcenniejsze obiekty kultury i religii judaistycznej. Gdybyśmy pojawiły się na Kazimierzu w innym dniu, zapewne byśmy je obejrzały.

     

Synagoga Stara praktycznie:


 

SYNAGOGA IZAAKA
Gdy znalazłyśmy się pod Synagogą Izaaka, zaskoczyła mnie prostota świątyni oraz ogrom zgromadzonych przed nią ludzi. Mieszanina różnych języków była mniej więcej na poziomie mieszaniny, jaką można usłyszeć pod Sukiennicami.
Synagoga Izaaka jest największą ze świątyń usytuowanych na Kazimierzu. Powstała w pierwszej połowie XVII wieku. Synagoga uległa znacznym uszkodzeniom podczas potopu szwedzkiego oraz II wojny światowej.




 

Synagoga Izaaka praktycznie:



 

SYNAGOGA  TEMPEL
Synagoga Tempel stoi tak jakby w innym świecie. Tzn., stoi na skraju ulic, nie ma przed nią tłumów i jest taka... samotna. Być może w "dni robocze" Żydów jest tam większy ruch. Bowiem ta powstała w XIX wieku świątynia w dalszym ciągu jest czynną synagogą. Od czasu do czasu wciąż odbywają się tam nabożeństwa.

 

 



NOWY CMENTARZ ŻYDOWSKI
Nowy cmentarz żydowski nie do końca jest taki nowy, bo pochodzi z 1800 roku. Najstarszy znajdujący się tam nagrobek ma datę 1809 rok. Cmentarz jest jednym z niewielu już czynnych nekropolii żydowskich w Polsce. Obecnie znajduje się tam ponad 10000 nagrobków oraz liczne płyty i pomniki upamiętniające wyznawców judaizmu, którzy zginęli podczas II wojny światowej. My zobaczyłyśmy cmentarz przy ul. Miodowej jedynie przez zamkniętą bramę.





 
Cmentarz Żydowski praktycznie:



KOŚCIÓŁ MARIACKI
Kościół Mariacki jest znany chyba każdemu, kto choć raz był w Krakowie. Stoi dumny w sercu Krakowa, co godzinę hejnałem przypomina o sobie mieszkańcom i turystom. Nie da się o nim zapomnieć.

 

SUKIENNICE
Wiadomo, jak i Kościół Mariacki, to i Sukiennice, i Rynek. Obowiązkowe punkty do zwiedzania w krakowskim centrum. My podczas tej wycieczki nieco mniej zajęłyśmy się Sukiennicami. Jako usprawiedliwienie powiem, że to chyba z powodu narastającego mrozu, bo było naprawdę nieznośnie zimno.

 












KRAKOWIACY
Po spacerze przyszedł czas na obiad. Nasz wybór padł na Pierogarnię Krakowiacy, zlokalizowaną prz ul. Szewskiej. Całkiem dobry wybór. Smacznie, ceny adekwatne do porcji i bardzo przyjemny wystrój.





UL. FRANCISZKAŃSKA
Z Szewskiej udałyśmy się na ul Franciszkańską. Ta ulica ma dla mnie znaczenie sentymentalne. Zresztą, zapewne nie tylko dla mnie. Przecież to właśnie tam, ze słynnego okna przy Franciszkańskiej 3, Jan Paweł II rozmawiał ze swoimi rodakami. Ja dodatkowo miło wspominam tę ulicę, gdyż "przez ścianę" ma siedzibę moja była uczelnia.

 




Jak już jesteśmy przy krakowskich ulicach, to nie może zabraknąć Brackiej. Zresztą, styka się ona z Franciszkańską. No, a poza tym...  w Krakowie na Brackiej pada deszcz. Przemęczony i senny zlew przecieka kuchenny, kaloryfer jak mysz się poci też. Na szczęście tego dnia było tylko słońce


WAWEL
Od Brackiej jest już rzut beretem na Wawel. I to on jest (według mnie) następnym punktem obowiązkowym na krakowskiej mapie. Podobnie myśli wielu, wielu ludzi, bowiem miejsce to rocznie odwiedza ok. 7-9 milionów turystów z całego świata. Chyba nikogo nie trzeba informować jaką rolę Wawel odegrał (i odgrywa nadal) w historii Polski. Nie będę więc niepotrzebnie pisać tego, co i tak wszyscy wiedzą.
Mimo, iż w dzień naszego zwiedzania było naprawdę zimno, na Wawelu były tłumy. Dlatego ominęłyśmy najbardziej oblężone miejsca. W skutek tego, tym razem, przespacerowałyśmy tylko po dziedzińcu, no i, oczywiście nie mogło zabraknąć wizyty u smoka Cóż, nie była to historyczna wycieczka. Po prostu spacer.
 

 
 




 
 








SMOK, SMOCZKI I OBWARZANKI
Smoka ziejącego ogniem u stóp wzgórza wawelskiego to chyba nie trzeb nikomu przedstawiać. I obwarzanków, i pluszowych smoczków



 

WISŁA
Nasza wycieczka krajoznawcza zakończyła się spacerkiem nad Wisłę, która jak zwykle była jednocześnie piękna i groźna. Uwielbiam Wisłę w Krakowie...




 
Podsumowując: czasami bardzo zazdroszczę Krakowianom, że mają takie ładne miasto. Szczęściarze





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja strona:
Twoja wiadomość: